Jakże cieszy się człowiek czasem taką pierdołą jak ładna pogoda. Dwa dni wcześniej wyglądała bardzo nieciekawie, ale całe szczęście na czas zdjęć było wręcz fenomenalnie - bardzo jesienne słońce, które czołgało się niemalże po horyzoncie mimo kilku minut po dwunastej i temperatura pozwalająca chodzić bez kurtki. I do tego subtelny wiaterek, który dodał dramatyzmu. Ładniejszej pogody w jesień sobie nie mogłam wymarzyć.
Jesień też nie mogłaby być chyba piękniejszą porą roku. Przynajmniej ta wczesna. Naprawdę jestem w niej zakochana.
Zestawienie powinno było pojawić się dawno temu, bo najważniejsze jego elementy były już dawno temu w mojej szafie... ale w sumie to oddaje moją naturę - kupuję coś, coś leżakuje w szafie aż dotrze do mojej świadomości i wtedy dopiero wychodzi na światło dziennie. No dobra, dawno miałam już golf (który pełni niewdzięczną rolę ubrania pod mundurek zazwyczaj) , spódnicę i kurtkę, reszta "świeża", ale niewiele to sytuację zmienia.
Rose narobiła mi niewiarygodną ilość fenomenalnych zdjęć, chociaż chyba jestem najsztywniejszym człowiekiem przed obiektywem, a moje najulubieńsze poniżej.









Naprawdę nie należy myśleć, że się odsztywniłam na tym zdjęciu CELOWO. Uradowana dostrzegłam lecący klucz i chciałam zakomunikować to fotografującej.
Bardzo prawdopodobne, że za dużo filmów katastroficznych, ale tak mi się to zdjęcie kojarzy ze zsuwającą się do oceanu płytą kontynentalną...

Spódnica - Angel Eyes (tak, tak, jak jeszcze był w moim zasięgu)
Golf(?) - nieznanego pochodzenia
Kurtka - H&M
Buty wiedźmy - Deichmann
Pieszczocha - RockMetalShop.pl
Szare rajstopy


















