sobota, 28 listopada 2009

Liście, liście, iście jesiennie

Jakże cieszy się człowiek czasem taką pierdołą jak ładna pogoda. Dwa dni wcześniej wyglądała bardzo nieciekawie, ale całe szczęście na czas zdjęć było wręcz fenomenalnie - bardzo jesienne słońce, które czołgało się niemalże po horyzoncie mimo kilku minut po dwunastej i temperatura pozwalająca chodzić bez kurtki. I do tego subtelny wiaterek, który dodał dramatyzmu. Ładniejszej pogody w jesień sobie nie mogłam wymarzyć. 


Jesień też nie mogłaby być chyba piękniejszą porą roku. Przynajmniej ta wczesna. Naprawdę jestem w niej zakochana. 

Zestawienie powinno było pojawić się dawno temu, bo najważniejsze jego elementy były już dawno temu w mojej szafie... ale w sumie to oddaje moją naturę - kupuję coś, coś leżakuje w szafie aż dotrze do mojej świadomości i wtedy dopiero wychodzi na światło dziennie. No dobra, dawno miałam już golf (który pełni niewdzięczną rolę ubrania pod mundurek zazwyczaj) , spódnicę i kurtkę, reszta "świeża", ale niewiele to sytuację zmienia. 

Rose narobiła mi niewiarygodną ilość fenomenalnych zdjęć, chociaż chyba jestem najsztywniejszym człowiekiem przed obiektywem, a moje najulubieńsze poniżej.  
























Naprawdę nie należy myśleć, że się odsztywniłam na tym zdjęciu CELOWO. Uradowana dostrzegłam lecący klucz i chciałam zakomunikować to fotografującej




Bardzo prawdopodobne, że za dużo filmów katastroficznych, ale tak mi się to zdjęcie kojarzy ze zsuwającą się do oceanu płytą kontynentalną...





Spódnica - Angel Eyes (tak, tak, jak jeszcze był w moim zasięgu)

Golf(?) - nieznanego pochodzenia

Kurtka - H&M

Buty wiedźmy - Deichmann

Pieszczocha - RockMetalShop.pl

Szare rajstopy

sobota, 21 listopada 2009

Gościnnie

Bo będę tutaj się gościnnie się pojawiała. Dementuję ewentualne przypuszczenia, które mogły się pojawić w związku z tym, że informowałam o wybyciu na wakacje, ale już o powrocie nie. Z wakacji wróciłam cała. 

Nie zjadł mnie yeti, nie zasypały piaski ani nie pozbawiły reszty krwi komary. Wampiry też nie. 


Martwię się tylko, czy wrócę cała na wakacje.

Na chwilę obecną walczę  z klasą maturalną i to samo czyni cudowna większość moich znajomych. Niestety tak się zepsułam, że muszę mieć możliwość powybierania ze zdjęć, aby jakiekolwiek wrzucić na bloga, dlatego będę pojawiała się sporadycznie. 

W tym za niedługo, bo udało się wyczarować trochę czasu w poprzednią niedzielę i porobić hmm... kilka zdjęć. 


czwartek, 16 lipca 2009

Prawie Etna... etno... prawie

Nie zamierzam oszukiwać siebie i innych, że to etno.  Pomysł, że to może mieć cokolwiek z tym wspólnego pochodził od Jagody, która tym razem fotografowała. Taak, wyrzucam zdania z kontekstu... bo chodziło o to, że jest bardziej etno niż urban. Bo urban miało być z racji tego, że nie było wiedźmiaste. Natomiast wiedźmiaste nie było dlatego, że sytuacja na to nie pozwoliła. I wszystko jasne. A przecież w tytule znowu nie będę straszyła kwiatkami.

I odrywając się nieco od tego zagmatwanego wywodu, to te wszystkie etniczne motywy mi się całkiem podobają. A totalną fascynację przeżywałam, gdy byłam cholernie młoda. Na tym się skończyło, bo jakoś nigdy nie czułam by mi to pasowało.

Na zdjęciach miałam być wandalką, demolować park, przewracać kosze na śmieci, ryć na ławce bezsensowne napisy i na koniec skoczyć z mostu, ale to też mi nie pasowało. Skończyłam bardziej jako przykładna obywatelka... zabrakło mi umiejętności aktorskich.









Bluzka- Reserved

Spódnica - H&M

Trampki... znowu - CCC

Brązowe rajstopy, które czasem zastępuję czarnymi, ale tak chyba jest ciekawiej. 

Bransoletki i amatorskie warkoczyki. 

Skończył się czas domognilny, teraz będę wybywać, obozować i tak dalej, więc nie mam pojęcia na ile zniknę. 

niedziela, 12 lipca 2009

Kwiatki wykrzyknik

W związku z trwającymi przecenami zauważyłam u siebie nieco niebezpieczną tendencję - kiedy wybrałam się na polowanie w celu wzbogacenia wnętrza swojej szafy, reagowałam nadzwyczajnym entuzjazmem na większość ciuchów w kwiatki. Dotychczas byłam pewna, iż w moim sercu i szafie króluje kratka, ewentualnie paski. 

Dokonałam szybkiego przeglądu i stwierdziłam, że pasków mam niespodziewanie mało, kratki owszem trochę, ale kwiatki.... kwiatki są wszędzie! Szczególnie te niewielkie. Były kwiatki od spodu, te czarno-czerwone z poprzedniego odcinka, dzisiaj kolejne. Wszystko wskazuje na to, że będą gwiazdą także w następnym poście. W tym momencie należy wspomnieć jeszcze o kilku egzemplarzach, które ostatnio przyniosłam do domu. 

Przyznam, że trochę się przeraziłam. 


















Zdjęcia zrobiła Kasia. 

Bluzka - H&M

Spodnie - kupione jakoś tak przed naszą erą w Angel Eyes

Trampki - CCC

Czerwone korale i chyba to tyle. 

Ojej, widać, że jestem totalną miłośniczką słońca. 

niedziela, 28 czerwca 2009

Czarno-czerwona Kibordzka

Bym się rozpisała, ale nie mam jakoś natchnienia.  Chciałam znaleźć analogię między sobą, a czarno-czerwonym rycerzem na czarno-czerwonym koniu z radykalnie irytującego dowcipu,  ale jedyna w miarę sensowna to taka,  że gość miał upór. Gorzej, że to trochę mało to błyskotliwe, plus metaforycznie słabe.

Każdy fragment swojego stroju darzę wielkim uczuciem, jak zwykle zresztą.

Zdjęcia zrobione w starym i prawdopodobnie opuszczonym sadzie, który trudno nawet podejrzewać o bycie sadem, bo tak jest zarośnięty. A przynajmniej ja go o to nie podejrzewałam, dopóki nie powiedziano mi, co to jest. 

Był totalnie silny wiatr (stąd moja mało schludna fryzura),  słońce co chwila znikało za chmurami, ze strony miasta nadchodziły ciężkie chmury, a smugi pod nimi sugerowały, że ostro pada. Szybko przekonałyśmy się, że owszem. 

Natomiast dzielnie po drugiej stronie aparatu stała Jagoda.










Kwitnąca bluzka - Angel Eyes

Biała kurtka - Reserved

Minimalistyczna w długości czarno-czerwona spódnica - Angel Eyes

Czarne trampki - CCC

Czerwone korale, bransoletki, czarne rajstopy. 


A na zdjęciu końcowym bynajmniej nie mój naszyjnik, lecz fotografującej. Jego nieziemska śliczność zmusiła mnie to wrzucenia go tutaj, tymczasem właścicielka nie chciała się tutaj pokazywać mimo noszenia na sobie boskiego sweterka.